Tego feralnego dnia wstałam lewą nogą. Nie chciałam iść do szkoły, spotkać się z przyjaciółmi ani nawet rozmawiać z kimkolwiek o czymkolwiek. Życie wydawało mi się bezsensowne. Dlaczego? Tego nie wiem do dziś. Miałam dziwne przeczucie. Jakby coś miało się zdarzyć... A co najlepsze, miałam rację...
Powoli zwlekłam się z łóżka. Na stopy naciągnęłam skarpetki i zeszłam po schodach do kuchni, gdzie czekało na mnie śniadanie. Placki z jabłkami... Mogłabym je jeść całe życie...
-Witaj, kochanie! Wstałaś już? Mogłaś sobie jeszcze troszkę pospać-wyrwała mnie mama, z mojego snu o placuszkach.
-Wiem, ale... już się wyspałam-uśmiechnęłam się krzywo.
-Aha... No dobrze... W takim razie wszamaj szybko śniadanko, bo za pół godzinki szkoła!- uśmiechnęła się rodzicielka.
Westchnęłam. Zaczęłam powoli jeść placuszki, od czasu do czasu popijając je kakao.
-A... Gdzie Lewis?-szepnęłam.
Mama wyprostowała się i zaczęła ciężko oddychać. Nagle uspokoiła się.
-A czemu pytasz?-zapytała ze sztucznym uśmiechem.
Przez chwilę zastanawiałam się co odpowiedzieć.
-Bo chciałabym aby odwiózł mnie do szkoły...-palnęłam.
Mama dostała wytrzeszczu. Dosłownie.
-Co?!-wrzasnęła.
Zaczęłam w myślach się śmiać. Jej mina była przekomiczna!
-No... tak! Co w tym dziwnego?-zapytałam ironicznie.
-Dziwne jest to, że nie tolerujesz Lewisa, a teraz chcesz aby odwoził cię do szkoły?!- kobieta ciągle krzyczała.
Spojrzałam na nią ze strachem. Nigdy się nie kłóciłyśmu zwłaszcza to o taką błahostkę! Mama westchnęła.
-Przepraszam...-rzekła ze skruchą rodzicielka.- Po prostu, to trochę dziwne...
-Przecież ludzie się zmieniają, więc dlaczego ja nie mogę?-powiedziałam z poirytowaniem (tak naprawdę to wciąż nie cierpiałam tego gościa i nie miałam zamiaru się zmieniać. Po prostu chciałam z nim pogadać w cztery oczy na ważny temat).
Mama zamilkła. Poczułam się bardzo dziwnie. Przeszedł mnie okropny dreszcz. Kiedy w końcu zjadłam placki wstałam od stołu i poszłam przygotować się do szkoły. Ubrałam jakieś ciuszki, spakowałam książki i wybiegłam z domu. W ostatniej chwili wskoczyłam do szkolnego busa. Podałam brodatemu kierowcy bilet i zaczęłam powoli iść w stronę Leany, mojej przyjaciółki.
-Hej, Mariska!-rzekła piskliwym głosem dziewczyna.
Uśmiechnęłam się, a po chwili znalazłam się już obok niej. Usiadłam ociężale na fotelu i oparłam głowę o szybę. Autobus ruszył.
-Marissa?-szepnęła Lea.-Co jest? Znowu kłótnia?
Pokiwałam smętnie głową. Przyjaciółka zmarszczyła brwi i troskliwie mnie objęła. Właśnie przez takie małe gesty, była moją bratnią duszą. Od kiedy się poznałyśmy wiedziałam, że się polubimy.
-Już OK?-rzekła z uśmiechem.
-Tak...-roześmiałam się.
Jeszcze przez kilka minut rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się jak wariatki kiedy zdarzyło się coś co zmieniło mnie i moje życie. Autobus zaczął szarżować.
-Co się dzieje?-zdziwiła się Lea.
-Nie wiem!-rzekłam ze strachem w oczach.
W przeciągu kilku sekund bus wykonał kilkanaśnie przewrotów i zaczął się staczać w przepaść. Wszyscy zaczęli wrzeszczeć.
-Cholera! Co jest z tym autobusem!- krzyczała sparaliżowana dziewczyna.
Rozejrzałam się wokół. To była istna masakra! Zewsząd lała się krew, a gdzieniegdzie leżały zwłoki. Nie mogłam na to patrzeć. Odwróciłam wzrok i zaczęłam płakać. Nagle poczułam czyjś dotyk na ramieniu.
-Marissa! Weź się w garść! Jesteś silna i dasz radę! Nie umrzemy w wieku trzynastu lat, nie bój się, ja o to zadbam. Teraz tylko musisz wziąć się w garść i być...-urwała Lea, ponieważ nagle upadła. Prędko sprawdziłam puls. Brak...
-NIE!!!-wrzeszczałam.-Boże, tylko nie to! Błagam, Lea! Nie!
W tym momencie zrobiło mi się ciemno przed oczyma. Złapałam się za głowę. Ujrzałam krew.
-O cholera...-szepnęłam i zapadłam w wielką ciemność.
*****
Hejcio! Dziś tylko taki krótki prolog, ale nie martwcie się, w niedzielę wrzucę I rozdział. Mam nadzieję, że moje wypociny się spodobają. Buziaki i życzę miłego czytania :)
Od początku się coś dzieje, świetnie. :)
OdpowiedzUsuńJestem niezwykle ciekawa przyszłych wydarzeń.
To przykre, że Marissa (swoją drogą, piękne imię) tak często kłóci się z rodzicielką.
Ciekawe, o czym chciała porozmawiać z Lewisem.. i co jest z tym autobusem?! I Lea.. ona nie może umrzeć przecież. :(
Ładnie piszesz! :) Nie robisz błędów, masz ciekawy styl i nie zanudzasz, oby tak dalej.
Jeżeli jesteś trzynastolatką, to pjona, bo ja też :D
Przepraszam za spóźnienie i zapraszam jutro na rozdział :)
Weny kochaniutka i szybciutko dodawaj nexta bo normalnie nie wiem, czy wytrzymam :*
itisnotourloveaiff.blogspot.com
Heheh ja mam dwanaście lat:) Dziękuję za te słowa :) Naprawdę aż się łza w oku kręci... Dzięki za wsparcie :* Jutro na pewno wpadnę na rozdział :) Trzym się i do zobaczenia :)
UsuńPowiem Ci, że bardzo mnie zaskoczyłaś - 12 lat i tak dobrze pisać? No no :D No to ja Ci do pięt nie dorastam :)
UsuńU mnie już nowy rozdzialik na Ciebie czeka, Twoje zdanie dużo znaczy, przepraszam za spam. ♥ :*
Super! Fajnie, że zaczyna się akcją. Wielki plus za to. Ciekawi mnie ta rozmowa z Lewisem. Błędów nie zauważyłam, za to zainteresowało mnie opowiadanie. Czekam na next ;) i pozdrawiam :D
OdpowiedzUsuńhttp://szkolanowegopokolenia.blogspot.com/
Dzięki :* Next będzie niedługo! Papatki :)
UsuńNo, no, no! Ale się dzieje i to od samego początku! Ciekawa jestem jak to się skończy i co tak naprawdę się tam stało? Daj znać o następnym rozdziale! Czekam czekam czekam! :*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dzięki za opinię:) Buziaki :*
UsuńCo to za gruba akcja na sam początek opowiadania?! Jestem w szoku, serio. Myślę, że Mari przeżyje, ale to straszne, że straci przyjaciółkę. Ciekawi mnie natomiast o czym chciała pogadać z tym Lewisem.
OdpowiedzUsuńDziękuję za odwiedziny u mnie, jeśli masz ochotę, zapraszam na nowy rozdział: wbrew-rozsadkowi.blogspot.com :)
Ładnie, lekko się czyta ;) Zaintrygowałaś mnie. Jestem ciekawa co też takiego się stało. :) Wpadnę niedługo, żeby nadrobić rozdziały, także spodziewaj się mnie. Pozdrawiam i życzę weny ;)
OdpowiedzUsuńJeśli masz chwilę czasu zapraszam również do mnie:
epeisodionepeisodion.blogspot.com
Trafiłam tu przypadkiem i miałam przeczytać tylko prolog, żeby zaznajomić się z tą historią i twoim stylem pisania, ale tak mnie zaciekawiłas tym zakończeniem, że no normalnie muszę przeczytać pierwszy rozdział! *-* Podoba mi się to, że twoje opisy sa krótkie, ale treściwe, bez zbytniego gadulstwa. Dzięki temu czyta się to niesamowicie płynnie i szybko, więc szacun! :)
OdpowiedzUsuń