środa, 21 października 2015

Rozdział I ,,Przyjęcie"

Było ciemno. Księżyc oślepiał swoim blaskiem, a gwiazdy przypominały małe świetliki. Siedziałam na ganku kiedy usłyszałam głos mamy: 
-Marissa! Rusz się i chodź mi pomóc!-wrzeszczała. 
Z niechęcią weszłam do domu, gdzie panował chaos. Na stole przygotowana była kolacja, ale blaty kuchenne pokrył brud różnych  substancji. Wszystkie meble były zakurzone, a na podłodze leżały sterty ubrań. 
,,Lilka znowu buszowała w szafach"-pomyślałam. 
( Dla jasności, Lili to moja młodsza, przyrodnia siostra ). 
-Marissa!-krzyczała mama, schodząc po schodach, a w rękach trzymając miskę z praniem. Nagle kobieta potknęła się i wszystkie ubrania wypadły z łubianki.- Cholera!-rzekła zirytowana- Może byś mi pomogła?! 
Zaczęłam mozolnie zbierać szmaty ze schodów. 
-Pośpiesz się!-rozkazała wściekła mama.- Goście będą już za kilka minut! Zbieraj to szybko, a ja posprzątam w kuchni. 
Westchnęłam. Po chwili wszystkie ubrania znów znalazły się w misie. 
-Gotowe!-powiedziałam licząc na pochwałę.
-To teraz zetrzyj kurze, a ja pójdę ubrać się w coś normalnego! Tylko szybko!-mówiła zasapana mama. 
Zdenerwowałam się. Od kilku dni ta baba traktowała mnie jak służącą, a nie jak swoją córkę. Doprowadzało mnie to do szewskiej pasji. Nie dość, że były moje urodziny, to jeszcze musiałam sprzątać jak jakieś popychadło, bo ona się musi odpindżyć! Ale wolałam to niż setną kłótnię z nią i Lewisem. Nagle zadzwonił dzwonek. 
-Shit!-krzyknęłam. 
Migiem starłam ostatki kurzu i prędko pobiegłam do swojego pokoju. 
-Ja otworzę!-usłyszałam głos Lewisa. 
Zamknęłam drzwi na kluczyk i zaczęłam przeszukiwać szafę. Z jej czeluści wygrzebałam piękną, czerwoną sukienkę. Uśmiechnęłam się i nałożyłam ubranie. Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam pięknie. Z szuflady wyjęłam czerwone szpilki, a z komudki długie kolczyki i bransoletkę. Ponownie ujrzałam swe odbicie. Tym razem, było jeszcze wspanialsze ( ta skromność... ). Związałam włosy w wysoki kok i przypięłam spinką. Nagle o czymś sobie przypomniałam. Niegdyś mój tata, podarował mi naszyjnik i zażądał abym założyła go właśnie na moje szesnaste urodziny. Prędko odkopałam go spod sterty ubrań i zapięłam go na szyi. Był to piękny aniołek trzymający łuk. Kilka sekund później zadzwonił telefon. ALEX. Przeciągnęłam palcem po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha. 
-Alex, nie mogę gadać. Mam imprezkę w domu. Zadzwoń później!-mówiłam szybko. 
-Ale Marissa... chciałem ci tylko złożyć życzenia. Wyjrzyj przez okno.-usłyszałam w słuchawce. 
Zdziwiłam się. Zrobiłam tak jak rozkazał Al. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Na podwórku stał chłopak z bukietem róż w rękach. Otworzyłam okno. 
-Hej! Wpuścisz mnie?!-krzyczał Alex. 
-No nie wiem...-specjalnie przeciągałam. 
Chłopak uśmiechnął się i zaczął iść w stronę drzwi. Po chwili usłyszałam dzwonek. Zbiegłam po schodach i otworzyłam drzwi. W progu stał Alex. Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam. 
-Ekhm...-chrząknęła mama. 
Odwróciłam w jej stronę głowę i zaśmiałam się. 
-Usiądźcie-zaproponowała kobieta. 
Przy stole zasiedli już mama, Lewis, Lili, ciocia Ruby, wujek John i jacyś znajomi. Alex pokiwał głową i razem usiedliśmy przy kolacji. Razem rozmawialiśmy, żartowaliśmy i wspominaliśmy mienione lata przez kilka godzin, kiedy Lewis, jak zwykle wszystko popsuł. 
-Marissa, wszystko byłoby idealnie gdyby nie jedna rzecz której brakuje...-rzekł złośliwie. 
-Czego niby?-zapytałam rozbawiona. 
-...Leany-powiedział. 
W tym momencie coś ze mnie pękło. W gardle stanęła mi wielka gula, a serce przestało bić. Gwałtownie wstałam i uderzyłam pięścią w stół. 
-Jak możesz?!-wrzeszczałam.-Dlaczego mi to robisz?! Jak zwykle rujnujesz mi życie! Nienawidzę was! Wszystkich! 
Rzuciłam krzesłem i wybiegłam z domu. Łzy lały mi się strugami, a nogi przeraźliwie się trzęsły. Biegłam przez kręte uliczki i nagle upadłam, ale nie miałam siły się podnieść. Siedziałam na zimnym asfalcie i płakałam. Nagle poczułam czyjś dotyk na ramieniu. 
-Daj spokój Alex...-szepnęłam. 
-Halo?-usłyszałam obcy głos. 
Odwróciłam wzrok i ujrzałam chłopaka. Miał na oko siedemnastkę i ubrany był w jakieś czarne rzeczy. Nie widziałam jego twarzy, ponieważ było potwornie ciemno. 
-Dlaczego płaczesz?-zapytał ciepłym głosem. 
Pociągnęłam nosem, ale nie odpowiedziałam mu. Chłopak wyciągnął rękę w moją stronę i pomógł mi wstać. 
-Dzięki...-rzekłam łzawym głosikiem. 
-Jak masz na imię?-zapytał chłopak. 
-M-marissa...-szepnęłam. 
-Piękne imię-uśmiechnął się.-Ja jestem James. James Blackbell dokładnie...
Zaśmiałam się. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. To Alex. 
-Marissa?
-Al, to nie tak jak myślisz. Ja...-urwałam. 
-Jak ty wyglądasz?-załamał ręce. 
Zdziwiłam się. Nie zwracał uwagi na James'a? To nie w jego stylu... 
-A nie martwi cię to, że stoi obok mnie chłopak?-zapytałam. 
-Jaki chłopak? O co ci chodzi?-tym razem to on się zdziwił. 
-No ten!-odwróciłam się, ale... nikogo nie było! James zniknął! Po prostu! Puff i go nie ma!-Och... nieważne... 
Potem wróciliśmy do domu, gdzie czekał na mnie wściekły Lewis...
*****
Hej! Dziś pierwszy rozdział. Jeśli zauważycie jakieś błędy to śmiało piszcie bo nie miałam czasu ich sprawdzić. A propos : niestety przez kilkanaście najbliższych dni na moim blogu nie będą pojawiać się nowe posty, ponieważ sprawy szkolne zajmują mi cały grafik. Przepraszam, ale mam nadzieję, że to zrozumiecie. 
Pozdrawiam cieplutko!
Tesa :*

7 komentarzy:

  1. Ciekawe, nie powiem. Wprost nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :D Zastanawia mnie kim jest ten James? Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu nowy rozdział, jupi ^^
    O rany, mama Marissy zachowuje się naprawdę nie okay, a Lewis.. ugh.
    Zaciekawiła mnie sprawa z James'em, podejrzewam, że to jakiś duch, a naszyjnik od ojca dziewczyny ma coś wspólnego z tym, że go widzi, ale nie wiem, nie wiem, tak tylko sobie gdybam :')
    A Lewis jest okropny, jak mógł tak się do niej odezwać?
    Pozdrawiam cieplutko i całuję <3
    itisnotourloveaiff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się cieszysz :) To gdybanie doprowadzi cię do rozwiązania zagadki :))) Buziaki :*

      Usuń
  3. Cześć! :D
    Zapraszam na nowy rozdział u Łukasza i Magdy ;)
    http://do-trzech-razy-tak.blogspot.com/
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, fajnie, że dałaś znać bo gdzieś jak zwykle się zakręciłam ;) jak możesz informuj mnie częściej.
    Nie powiem, zaczyna mi się podobać więc czytam i czekam dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się, że wydarzenia dzieją się kilka lat po wypadku, bo wolę czytać o starszych nastolatkach :D Lewis to kawał niezłego chama... jak można coś takiego w ogóle powiedzieć?! Biedna Marissa... ja na jej miejscu bym mu cos odpyskla, żeby go publicznie ośmieszyć :D Podoba mi się Alex - taki kochany z tymi kwiatami :3 No i postać Jamesa niezwykle intrygująca - czyżby chłopak nie istniał, był duchem, albo wytworem wyobraźni Marissy? :> Cóż, nie wiem, ale muszę przyznać, że zaciekawiłas mnie bardzo. Przybede przeczytać kolejne rozdziały jak tylko znajdę chwilkę wolnego czasu, a tymczasem zapraszam serdecznie do mnie! :*
    pisujesobie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń