Na samym wstępie pragnę serdecznie pozdrowić xBlackVeilBridesx xoxo, która swoim komentarzem motywuje mnie do dalszej pracy :) Pozdrawiam <3
-Córeczko?-mama powoli otwierała drzwi.
-O co chodzi?-rzekłam, jednocześnie zakrywając twarz kapturem od bluzy.
Kobieta powoli weszła do pokoju.
-Marissa? Co tu się stało? Czemu na łóżku leżą zakrwawione chusteczki?-zapytała z wyraźnym strachem.
-Nie wiem o czym mówisz-powiedziałam, aby trochę ją zniechęcić.
-O tym-podniosła jedną chusteczkę, na której było jej najwięcej.
-Leciała mi krew z nosa-skłamałam.
-Coś kręcisz, moja droga!-pokiwała głową mama.-Nie kombinuj, tylko mów, co jest grane?
Ciężko westchnęłam. Powoli opuściłam kaptur. Rodzicielka złapała się za głowę i zaczęła lamentować.
-Jezusie! Kto ci to zrobił? Matko Boska... córciu! Jak ty wyglądasz? Boże Święty!
Patrzałam ta nią z irytacją. Wiedziałam, że jeśli jej powiem co się tak naprawdę stało, to dostanę szlaban na trylion lat (jak zwykle kiedy coś zwalałam na Lewisa).
-Chodź do łazienki to cię opatrzę!-rzekła ze łzami w oczach mama.
-Nie trzeba, Jam...-urwałam.
Właśnie uświadomiłam sobie, że mój rozum jest jeszcze głupszy niż sądziłam.
-Co jam?-zdziwiła się kobieta.
-Ja...m...am zadane i muszę odrobić-wymigałam się zręcznie.
-Przecież są ferie jesienne, nie masz zadań domowych-rzekła z sarkazmem mama.
-No popatrz! Nie wiedziałam...-zaśmiałam się panicznie.
Rodzicielka machnęła ręką na moje wymówki i zaprowadziła mnie do łazienki.
-Mamo, przecież mówiłam ci, że opatrzyłam je! Jest OK!-wyrywałam się.
Kobieta nie zwracała uwagi na to, że rany są w świetnym stanie i nie docierało do niej, że nie mam sześciu lat i umiem się sobą zająć, a konkretniej James się umie mną zająć.
Rodzicielka chwyciła za gaziki i wodę utlenioną i zaczęła przemywać ranę na brwi. Potem zajęła się okiem i nosem.
-Gdzie jeszcze oberwałaś?-zapytała z minimalną złością.
Wskazałam na rękę. Zdjęłam bluzę i okazałam w pełni opuchnięte ramię. Mama pokręciła głową i dokładnie oczyściła skórę. Kiedy już skończyła rzekła:
-To powiesz mi kto to zrobił?
-Nie uwierzysz mi. Ty nigdy mi w nic nie wierzysz...-szepnęłam, ale na tyle głośno aby to usłyszała.
-Przysięgam, wysłucham cię i uwierzę.-mówiąc to, trzymała rękę na sercu.
-Eh...-westchnęłam.-To... Lewis...
Mama zamarła w bezruchu, a po chwili zignorowała mnie i moje wyznanie.
-Wypiorę ci tą bluzę...-rzekła ni z gruszki, ni z pietruszki.
Chwyciła za część ubioru, ale nie wrzuciła go do pralki. Przybliżyła bluzę do nosa i wciągnęła zapach.
-Pachnie...-zaciągnęła się jeszcze raz.-Męskimi perfumami! Kto u ciebie był!? Gadaj!
-Nikt!-ponownie skłamałam.
-Nie bredź! Mów, kto u ciebie był i co robiliście sami w pokoju?!-krzyczała mama.
-No mówię ci, że nikogo nie było!-wrzasnęłam w odpowiedzi.
Kobieta zamyśliła się i w chwili doznała olśnienia.
-Alex! To Alex cię tak urządził, a ty zwaliłaś winę na Lewisa! Wiedziałam, że ten chłopak to pasożyt! Nie chcę go tu widzieć! Słyszysz? Ma zakaz wstępu i zabraniam ci się z nim spotykać!
-Co?!-słuchałam tego w wielkim zaskoczeniu. Nie sądziłam, że moja mama jest tak kreatywna!
-To co słyszysz! Czy zrobił ci coś jeszcze, no wiesz...-dopytywała się kobieta.
-Mamo!!! Czy możesz mnie posłuchać?! To nie Al! To Lewis!-krzyczałam bez opamiętania.
-Teraz to przegięłaś! Masz szlaban na wszystko!-odpowiedziała rodzicielka.
-Ale...
-Koniec dyskusji! Do pokoju!-zażądała.
Przygryzłam wargę i uciekłam do siebie. Usiadłam ciężko na łóżku i uderzyłam głową o poduszkę. Ten padalec mnie pobił, a ona mi nie wierzy? Skończyło się, postanowiłam udać się na tak zwany ,,spacer". Podniosłam zadek i zajrzałam do szafy. W jej głębinach odnalazłam torbę i władowałam do niej co tylko wpadło mi w ręce: ubrania, szczotkę, chusteczki, frotkę, poduszkę, bieliznę, krem, jakieś resztki jedzenia, wodę i całe moje kieszonkowe czyli pięćdziesiąt złotych. Z trudem zapięłam zamek i ponownie zajrzałam do garderoby. Włożyłam na siebie kurtkę, czapkę, kozaki, getry i ciepłe skarpetki. Otworzyłam okno i wyrzuciłam torbę. Spadła z hukiem na trawnik. Przyszła kolej na mnie. Powoli usiadłam na parapecie i spojrzałam w dół. Dwa piętra. Czy ja w ogóle to przeżyję? Cóż, nie miałam nic do stracenia. Zsunęłam zadek i skoczyłam...
*****
Jeśli przeczytałeś, zostaw komentarz i oceń moją pracę :) Pozdrawiam ciepło wszystkich czytelników i dziękuję za 115 wyświetleń!
A witam!
OdpowiedzUsuńPowinnaś opisywać więcej przeżyć bohaterów. Zabrakło mi trochę opisów. Przez to opowiadanie robi się mało realistyczne.
A reszta chyba jest ok. Akcja jest dość wartka, co zawsze interesuje czytelnika :)
Biedna Marissa. Naprawdę jej współczuję :)
Będę czytać :)
Życzę weny
Bianka
zakrecone-zycie-huncwotow.blogspot.com
zwiadowcy-bron-bogow.blogspot.com
Właśnie z opisami mam trochę problemy, ale postaram się poprawić :)
Usuń