ZANIM PRZECZYTASZ!
Ten post, jest ostatnim postem w tym roku, więc pragnę życzyć Wam, moim drogim czytelnikom, zdrowia, szczęścia, miłości, weny i motywacji, a także miliona wyświetleń na waszych blogach oraz szczęśliwego 2016 roku. Gorąco pozdrawiam wszystkich i dziękuję, że wbiliście 400 wyś. Jestem z Was dumna :)
*****
-No cześć!-usłyszałam radosny głos James'a.
W jednej sekundzie odsunęliśmy się od siebie i każdy odwrócił wzrok. James usiadł uśmiechnięty między nami i popatrzył na mnie. Ukryłam twarz pod kłębem włosów. Chłopak skrzywił się i rzekł:
-Musisz się wykąpać...
To fakt. Nie myłam się od tygodnia i śmierdziałam jak gówno.
-Niby jak mam to zrobić?-zapytałam wnerwiona.
James zamyślił się.
-Gdzieś tu widziałem pompę wodną...-ciągnął.-Chodź to ci pokażę.
Spojrzałam na błyszczący księżyc.
-Okej. Tylko rano. Jestem wykończona-udałam ziewnięcie.
-J-jasne...-szepnął chłopak.
Wstałam i odeszłam klifu. Chwyciłam koc i ponownie rozłożyłam go na ziemi. Położyłam się i rzekłam:
-Dobranoc...
Było twardo i zimno. Mimo to kilka minut później zasnęłam.
*****
Śniła mi się Lea. Nie był to ten sam sen, który prześladował mnie już 3 lata, lecz inny, wyjątkowy. Dziewczyna stała naprzeciw mnie i mówiła.
-Marissa... Posłuchaj mnie kochana!
Stałam, a łzy lały się strugami. Leana miała nadal trzynaście lat i odziana była w to samo kiedy widziałam ją po raz ostatni.
-Wiem, że poznałaś już Ean'a i James'a. To dobrze... Mimo to nie znasz całej prawdy.
Otarłam łzy i zdziwiłam się. Ten sen był tak rzeczywisty, tak wzruszający, tak prawdziwy...
-Chłopacy ukrywają coś przed tobą. Musicie wrócić tu: do Sevelli. Kiedy już tam dotrzesz poznasz swoje przeznaczenie. Na razie mogę powiedzieć ci tylko tyle: czeka cię walka...
W tym momencie obudziłam się zlana potem i przerażona. Krzyknęłam i rozejrzałam się wokół. James i Ean jeszcze spali. Rękawem wytarłam morze wody z czoła i po cichu wstałam z kocyka. Przeciągnęłam się, a na swoich plecach poczułam promienie jesiennego słońca. Były ciepłe i przenikały mnie. Zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się. Po chwili spojrzałam w górę. Ranna gwiazda wskazywała godzinę ósmą. Postanowiłam udać się na przechadzkę w poszukiwaniu jedzenia. Zaczęłam iść głębiej w las. Szłam po wydreptanej dróżce, a zewsząd otaczały mnie drzewa i krzewy. Woń, którą wydzielały działała jak zastrzyk adrenaliny lub dobra kawa. Nagle kilkanaście metrów dalej ujrzałam polanę przepełnioną jakimiś czerwonymi owocami. Biegłam w ich stronę, jakby były one bóstwem. Kiedy w po kilku sekundach dotarłam do życiodajnej polany mogłam bliżej przyjrzeć się owocom. Truskawki!!! Chyba jeszcze nigdy w życiu nie cieszyłam się tak na głupie truskawy! Zbierałam je tak łapczywie, że niektóre z nich uszkodziłam, a niektóre zjadłam. Mimo to owoców nie ubywało. Kiedy ukradłam ich już kilogram, wróciłam do bazy krokiem tak lekkim i tak zwiewnym, iż myślałam, że zaraz pofrunę. W końcu dotarłam na miejsce zakwaterowania, ale widok jaki ujrzałam odebrał mi mowę.
*****
-Gdzie ona jest?!-wrzeszczał jakiś paker jednocześnie potrząsając James'em.
-Nie wiem! Odwal się!-krzyknął chłopak.
Wyrwał się z objęć napastnika i przyjął postawę obrony. Mężczyzna złapał za szyję Ean'a i ponownie zapytał:
-Gdzie ona jest!?
Chłopak robił się fioletowy, a kończyny mu bielały.
-Skąd mam wiedzieć?!-odpowiedział i cudem wyrwał się z kolosalnych łap potwora.
Schowałam się za drzewem, a mój oddech gwałtownie przyśpieszył. Ręce pokrył pot, a oczy przesłonił strach. Spojrzałam na gałęzie wystające z pnia. Chwyciłam za jedną z nich i mocno pociągnęłam aż drewno pękło, a w mojej dłoni zalazł się badyl. Przejechałam palcem po korze. Była szorstka i twarda. Ostatecznie zacisnęłam ręce na kiju i wychyliłam się zza osłony. Monstrum nadal znęcało się nad chłopakami. Zaczęłam cicho dreptać w stronę przeraźliwego obrazka. Ean spostrzegł mnie. Subtelnie pokręcił głową i zrobił minę tak przestraszoną, jak Lilka kiedy po raz pierwszy ujrzała jeża. Kroczyłam coraz to wolniej licząc, że mężczyzna zniknie. Po chwili spostrzegłam się, że widzi mnie również James i wykonuje dziwne ruchy rękoma. Wywijał nimi jak moja mama na weselu. Zatrzymałam się i uniosłam brew. Wywijasy chłopaka trochę mnie rozbawiły, ale zrozumiałam, że właśnie w ten sposób daje mi wskazówki jak pokonać zmorę. Pokazałam kciuk, a James dotknął swoją głowę.
-Co ty wyprawiasz?!-rzekła postać, a jej głos przyprawił mnie o drżenie.
Mimo strachu zamachnęłam się i walnęłam potwora kijem w czaszkę. Usłyszałam chrupot, a po chwili monstrum znikło.
-Ty go zabiłaś...-nie dowierzał Ean.
Stałam jak wryta wciąż w postawie obronnej. Upuściłam kij i zrobiłam szarmancką minę.
-No pewnie... Myślałeś, że nie dam rady?-mówiłam niskim tonem co chwila poprawiając niesforną grzywkę.
Chłopacy zaśmiali się, a już po sekundzie tkwiliśmy w jednym grupowym uścisku.
-Dobra, koniec żartów.-rzekłam i wyrwałam się z objęcia.-Co to było?
Cisza.
-Co to było?
Ponownie cisza.
-CO TO BYŁO!!!!!
Ean delikatnie się odsunął.
-To nasz odwieczny wróg, a raczej jego wysłannik.-powiedział James.-To z jego powodu tu jesteśmy...
I właśnie tego oczekiwałam.
-Czyli uciekliście?-zapytałam nieśmiało.
Chłopak westchnął.
-Nie mieliśmy wyjścia.-znów zaczął nerwowo dreptać w miejscu.-Wszyscy ginęli... To była jakaś masakra... Wszędzie srebro... Metal... I oni!
-Jacy oni?-zdziwiłam się.
-To Mgły...-wtrącił się Ean.
Chłopacy spojrzeli po sobie.
-Usiądźmy...-rzekłam i wskazałam trzy głazy.
-Jasne-szepnął James i usiadł na jednym z nich.
Uczyniłam to samo. Zapadło krępujące milczenie.
-Błagam was-zaczęłam-powiedzcie mi wszystko. Nie lubię tajemnic i niewiedzy. Proszę...
Zrobiłam swoje maślane oczka. Widoczne było, że ich to urzekło.
-Okej... -westchnął James.-Mgły to potwory zrobione z samego zła. Jedno dotknięcie, a giniesz. Dotyczy to wszystkich, prócz dusz-tu wskazał Ean'a i siebie.-Znają one sposoby na uśmiercenie wszystkiego co żyje.
-W tym także was, tak?-powiedziałam.
-Tak... Ale my nie żyjemy. Przecież wiesz. Ale cóż, konkrety-przeczesał dłonią włosy.-W ich mrocznej krainie produkuje się broń, trucizny i srebro. W sumie to ich jedyne zajęcie. Pragną zniszczyć wszystko i niestety udaje im się to.
-Pozostały jedynie dwa światy. Ten twój i nasz. Prawie...-wszedł w słowo Ean.
Spojrzałam na nich ponuro. Rozumiałam ich ból po stracie czegoś na czym bardzo nam zależy. W końcu opuściła mnie Leana... i tata.
-Przykro mi...-odpowiedziałam.
-To nic-szepnął James.- Tak już jest. Nie wiemy co się tam teraz dzieje. Może tego już nie ma... Może to koniec?
Chłopak schował twarz w dłoniach i zaczął szlochać.
-Przybyliśmy na ziemię żeby odnaleźć drużynę, która zdoła pokonać Mgłę.
-Na ziemi?!-krzyknęłam z podziwem.
-Tak, właśnie tu.-odrzekł Ean.
I znowu ta okropna cisza.
-Ty masz być jej kapitanem-wypalił nagle James.
-Ja?!-zdziwiłam się.
-Tak, ty nas uratujesz.-chłopak spojrzał w dal.-Wierzę w to...
Powinniśmy przekląć moją niezdolność do pisania komentarzy zaraz po przeczytania. Większość Twojego bloga przeczytałam już jakiś czas temu, a teraz tylko nadrobiłam zaległości i postanowiłam skomentować.
OdpowiedzUsuńWow. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Pierwsze rozdziały zupełnie nie przypominają tego, co dzieje się teraz. I już nie mogę się doczekać, co nam jeszcze przygotujesz! Marissa kapitanem drużyny mającej się przeciwstawić Mgle? Na pewno będzie się działo!
Przesyłam masę uścisków xx
http://takeshelter-ff.blogspot.com/
Dziękuję ci serdecznie! :) Cieszę się, że moje bazgrołki się podobają! :) Pozdrawiam
Usuń