poniedziałek, 7 grudnia 2015

Rozdział VII ,,Prawda"

Z moich rąk wystrzeliły wiązki światła, które przeszły James'a na wylot. Blask był niewyobrażalnie jasny, więc zamknęłam oczy. Usłyszałam dźwięk pękania, a pod stopami poczułam zimną...wodę! Natychmiastowo otworzyłam paciorki i rozejrzałam się wokoło. Z gleby zaczęła wypływać ciecz przypominająca mocno rozrzedzony kisiel. James unosił się kilka centymetrów nad ziemią. Moje ręce ciągle produkowały wiązki, a ja nie miałam nad tym kontroli. Zaciskałam dłonie w pięści, wycofywałam je, ale to nie pomagało. 
-Ean!-krzyknęłam. 
Popatrzyłam w niebo. Zauważyłam w dali białego orła, który zbliżał się w moją stronę. Przestraszyłam się, ale nie miałam okazji nawet ruszyć palcem, bo po chwili znalazłam się z nim oko w oko. Ptak patrzył na mnie inteligentnym wzrokiem i dał kilka kroków naprzód. Wydał  z siebie skrzek i usiadł na klatce James'a. Przez kilka sekund dreptał nieustająco, a potem wbił pazury w trupa i wyjął z niego... węża. Czarnego wijącego się potwora, który syczał i wypluwał jad. Nie mogłam uwierzyć w to co ujrzałam. Orzeł ostatni raz posłał mi swoje mądre spojrzenie i zatrzepotał skrzydłami. Zaczął odlatywać, a po chwili znikł jak para wodna. Glutek, który muskał moje nogi ponownie wtapiał się w ziemię, a James powoli opadał. Moje dłonie stały się zimne i przeszył mnie okropny dreszcz. Zauważyłam, że mimo iż nie było wietrznie włosy falowały jakbym stała na szczycie ogromnej góry. Niespodziewanie wszystko znikło. Wiązki, sztuczny wiatr, który wiatrem nie był i kisiel. Stałam jak wryta. 
-Co to ku..a miało być?!-rzekłam sama do siebie. 
Złapałam się za głowę i opadłam na kolana. Wpatrywałam się w dal nie wiedząc co począć. W uszach mi szumiało, a oczy przesłaniała mgła. Miałam wrażenie, że zaraz dostanę ataku serca, astmy i wszystkiego co popadnie. 
-Jezusie...-usłyszałam głos za sobą. 
Odwróciłam przerażony wzrok i ujrzałam Ean'a. Wstałam z ziemi i przytuliłam go tak mocno, że na sekundę nie mógł oddychać. Wtuliłam się w jego bluzę i zaczęłam płakać jak małe dziecko. 
-Już dobrze... Spokojnie Marissa...-mówił tym swoim ciepłym, kojącym głosem i jednocześnie gładził moje włosy. 
Po chwili usłyszałam kaszel. Oderwałam się od Ean'a i zatrzymałam czerwone od płaczu oczy na James'ie. On...PRZEŻYŁ! Podeszłam do niego i pomogłam mu usiąść. Nagle zakręciło mi się w głowie i runęłam w czarną przepaść mojego umysłu. 
*****
-Powiemy jej? 
-Hm... 
-Ean! Otrząśnij się! Ona musi wiedzieć! 
-Nie. Nie jest jeszcze gotowa. 
-Ona ma szesnaście lat! Kiedy będzie gotowa?
-Nie wiem, ale jeszcze nie teraz. 
-Ean, błagam cię. Ja prawie padłem! Ona mnie ocaliła. Myślisz, że nie odkryje prawdy? 
-Nie mnie oceniać. 
-Ku..a, Ean! Ja to powiem! Koniec i.... KROPKA. 
-Tylko spróbuj, a urwę ci jaja! 
*****
Powoli otwierałam oczy. Przesłaniała je mgła, ale byłam w stanie widzieć. Głowa pulsowała, gotowa do wybuchu. Leżałam na kocu. Kilka kroków dalej byłyskały iskierki ognia. Dało się słyszeć szepty chłopaków. 
-Budzi się...-rzekł niezwykle mrocznie Ean. 
W jego głosie było czuć gniew i poirytowanie. Kiedy już całkiem się ocknęłam usiadłam i przeciągnęłam się jak po dobrej drzemce. 
-Ile byłam nieprzytomna?-zapytałam sennie. 
-Słucham?-rzekł pytająco James. 
Mlasnęłam jak kot i powtórzyłam: 
-Ile byłam nieprzytomna? 
-Prawie dwa dni...-odpowiedział Ean, grzebiąc patykiem w ognisku. 
-Dwa dni!?-krzyknęłam. 
James przyłożył palec do ust. 
-Bądź cicho, bo przywołasz drapieżniki. 
Wysłuchałam jego rozkazu i spojrzałam na Ean'a. Chłopak ciągle podniecał płomień, a wyraz jego twarzy był iście straszny i... wściekły. Powoli podniosłam zadek z kocyka i strzepnęłam kurz ze spodni. Wzięłam głęboki oddech. 
-No dobra. Było miło, ale się skończyło.Gadać, o co w tym wszystkim chodzi?-rzekłam z niesamowitym spokojem w głosie. 
Ean w jednej chwili przestał bebrać się z ogniskiem i zastygł. James spoglądnął na mnie, ale wręcz natychmiast odwrócił wzrok. Nerwowo miętolił liść w ręce. 
-Nikt nic mi nie powie?-rzekłam, ale mimo to wiedziałam, że nie odpowiedzą mi. 
Wywróciłam oczyma i usiadłam na pieńku. Założyłam nogę na nogę i zrobiłam groźną minę. 
-Nie rozumiem o co ci chodzi-powiedział Ean nie patrząc na mnie. 
Dostałam mentalnego policzka. Wstałam gwałtownie i podeszłam do chłopaka. Stanęłam dosłownie kilka milimetrów od niego i spojrzałam wzrokiem tak wściekłym, że miałam ochotę wydrapać mu oczy (tak wiem, niekiedy mogę wydawać się trochę niestabilna emocjonalnie, ale spokojnie, robiłam badania i jest OK). Ean odsunął się i spuścił wzrok. Widząc jego załamanie chwyciłam go delikatnie za podbródek. Podniosłam go trochę aby móc spojrzeć mu w oczy. Kiedy to uczyniłam moje serce mocniej mi zabiło i zrozumiałam, że tak naprawdę oszukuję samą siebie. Już od dawna wiedziałam iż nie jesteśmy dla siebie jak przyjaciele. Oboje to wiedzieliśmy, ale żadne z nas nie chciało przyjąć tego do wiadomości. Od pierwszego momentu, od tej je...ej kradzieży byliśmy sobie przeznaczeni. To nie był przypadek... Westchnęłam. Moje mięśnie przestały się spinać, a rozum uspokoił w momencie. Spuściłam smętny wzrok i przestałam podtrzymywać podbródek. Ręce mi opadły, a twarz zrobiła się blada. Odeszłam kilka kroków. Skryłam się za jakimś drzewem i usiadłam jak typowy żul spod Biedry. Poczochrana, poszarpana, załamana. Wtem usłyszałam szybkie kroki. Obok siebie ujrzałam James'a. Chwycił mnie za rękę i podniósł z ziemi. Zaczął mnie za nią ciągnąć. Było dziwnie, ale nie opierałam się, ponieważ siły mnie opuściły. 
-Co ty robisz?!-rzekł niskim tonem Ean. 
Chłopak podszedł do naszej parki i szybkim ruchem oderwał od siebie. 
-Już ci mówiłem. Ona musi wiedzieć!-odpowiedział James tak lekko, jakby było to jego codziennością.  
-A ja mówiłem, że urwę ci jaja-powiedział drugi mrużąc wściekle oczy. 
-Rób co chcesz. Mi to nie zrobi różnicy i tak jestem martwy!
Po tych słowach włosy stanęły mi dęba, a pikawa przestała pracować. 
-Co ty pi.....isz?!-krzyknęłam bez namysłu. 
W tym momencie chłopak zrozumiał swoją głupotę i rozdziawił paszczę jak żółw. Chciał coś powiedzieć, ale język mu uciekł do gardła. Zatrzymałam wzrok na Ean'ie. On też miał gębę otwartą na oścież. Patrzyłam to na jednego, to na drugiego, ale żaden nic nie mówił. Nagle James otrząsnął się z transu i złapał się za głowę. Zaczął nerwowo dreptać podczas, gdy Ean wciąż stał jak zaczarowany. W chwili chłopak napiął się i ruszył z pięściami na dreptacza. 
-Ty pojebie!!!-krzyknął.-Miałeś zamknąć ryj na kłódkę! 
Szczerze mówiąć to pierwszy raz usłyszałam przekleństwo, które wypłynęło z jego ust. Ean uderzył James'a z pięści w szczękę, a ten upadł jak naleśnik na ziemię. Jednakże szybko wstał i odpłacił mu pięknym zanadobne. Zaczęła się walka tytanów. Brakowało jedynie ringu, prowadzącego i tłumu głupich kibiców skandujących imię swojego faworyta. Nie mogłam patrzeć na ich bijatykę, więc wkroczyłam i odciągnęłam ich od siebie. 
-Spokój!-wrzasnęłam. 
Chłopacy od razu się ogarnęli i stanęli wręcz na baczność. 
-Słuchajcie...-zaczęłam rozmowę.-Nie mam już ochoty na tajemnice. Sekrety. Zagadki. To nie dla mnie. Chcę po prostu wiedzieć o co z tym wszystkim chodzi.  
Zakończyłam, ponieważ łzy napływały mi do oczu. 
-To nie takie proste...-szepnął niespodziewanie Ean. 
Spojrzałam na niego, ale on tylko odwrócił się na pięcie i odszedł od całej sprawy. Zawiodłam się na nim. Zrobiłam usta w wąską kreskę i ścisnęłam szczęki, aby się nie popłakać. 
-Może ty mi coś powiesz?-zapytałam łzawo James'a. 
Chłopak westchnął. 
-Dobrze-wypalił nagle.-Powiem ci co zechcesz, ale musisz coś przysiądz. 
Zdziwiłam się. Przysięga? Już nic nie pojmowałam... 
-Zgoda-przytaknęłam. 
James przygryzł wargę i zaczął mówić: 
-Co najpierw chcesz wiedzieć? 
-Kim jesteś?-odpowiedziałam natychmiast. 
Nastała cisza. Tego pytania chłopak obawiał się najbardziej. 
-Ja...-urwał.-Ja tak naprawdę nie żyję... 
-Jak to? Nie rozumiem...-westchnęłam smutno. 
James zaczął wykonywać nerwowe ruch rekoma. 
-Czy to musi być takie trudne?!-zapytał siebie. 
Nagle do rozmowy dołączył Ean. Usiadł na pieńku, który wcześniej zajmowałam ja i oparł głowę na ręce. 
-Już od dawna leżymy w trumnie, urnie czy co tam...-powiedział niezwykle wzruszająco. 
-Czyli...-zaczęłam-jesteście aniołami?
James skrzyżował ręce na piersi i rzekł: 
-Duszami...Jesteśmy zmarłymi duszami... Czasem schodzimy z góry na ziemię żeby poczuć się jak dawniej albo spełnić misję, którą nam polecono. 
Odgarnęła włosy i spojrzałam w niebo. Było ciemne i mroczne.
-Czy tam jest Bóg?-zapytałam. 
-Nie. On jest wyżej-odpowiedział mi Ean.-My znajdujemy się między ziemią,a tym całym Królestwem Niebieskim... 
James subtelnie się uśmiechnął. Po jego twarzy wywnioskowałam, że przerabiali to więcej niż jeden raz.
Pewnie teraz zastanawiacie się czy im uwierzyłam. Odpowiedź brzmi: tak, uwierzyłam. Dlaczego? Ponieważ wiedziałam już wcześniej, że oni są wyjątkowi. Mimo że wyglądali jak ludzie było w nich coś obcego. Mianowicie : oczy. Były wnet białe. Nikt normalny nie ma takiego koloru paciorków. Poza tym były jeszcze tatuaże, które przedstawiały tego samego orła, który przyleciał kiedy James umierał. Przyjrzałam się dokładnie prawej ręce chłopaka i on również miał znak ptaka na ramieniu. 
Ean spojrzał na mnie oczekując na moją ucieczkę lub krzyk, ale ja byłam oazą spokoju. 
-Nie boisz się Marissa?-zapytał. 
-Nie-odrzekłam stanowczo.-Nie mam czego. 
Uśmiechnęłam się. 
-W takim razie co jeszcze chcesz wiedzieć?-wypalił nagle James.
Zamyśliłam się. 
-Skąd pochodzicie? Gdzie jest to miejsce gdzie trafia się po śmierci? 
Chłopak zrobił zabawną minę i zachichotał. 
-Jest tam-rzekł i wskazał chmury. Majestatyczne, puszyste obłoki, które były miejscem obiecanym...
_______________________________________________________________
Jak możecie zauważyć w prawym górnym rogu pojawił się SPAM gdzie możecie zostawić swoje reklamy i inne :) Przeczytałeś? Zostaw komentarz! Pozdrawiam Tesa :)

2 komentarze:

  1. Jeezu cudowny!Nie spodziewalam sie takiego obrotu spraw :) to jest loiygcvnkooiuhhbvdsr <3/Martyna W

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Ci za pokrzepiające słowa :) Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń