Zbliżał się wieczór. Nadchodził ciężkim krokiem zrzucając swój ciemny płaszcz. Gwiazdy migotały, a księżyc patrzył na mnie swymi srebrnymi oczyma. Leżałam na trawie, która muskała moją bladą skórę. Przypomniał mi się pamiętny wieczór kiedy wraz z Leaną pojechałyśmy na biwak, właśnie tu-do lasu Lizzo. Rozbiłyśmy namioty i próbowałyśmy rozpalić ognisko. Przez pół godziny szukałyśmy zgubionego krzesiwa, które Lea miała schowane w kieszeni. Nie wiedziałyśmy o tym więc postanowiłyśmy wykorzystać stare metody: dwa patyki. Tarłam nim tak długo, że na palcach zrobiły mi się odciski. Siedziałyśmy smutne, skamieniałe od zimna i o pierwszej w nocy wróciłyśmy do domu. Ach... Stare czasy... Najlepsze w moim życiu. Nagle do oczu zaczęły napływać mi łzy. Uświadomiłam sobie jak bardzo brakuje mi Leany. W takich momentach zazwyczaj kopała mnie w zadek, a ja się śmiałam. Próbowałam sobie ją przypomnieć. Uśmiechniętą, ubraną w dresy i obcisłą bluzkę, potarganą, ale szczęśliwą, lecz...nie potrafiłam. Całkiem już zapomniałam jak wyglądała. Myślałam, że nigdy się tak nie stanie. Niestety...
-Coś nie tak?-zapytał Ean, który leżał plackiem obok mnie.
Otarłam rękawem łzy i rzekłam:
-Jest okej. Tak myślę...
Chłopak spojrzał w niebo. Głęboko westchnął i zamknął oczy próbując sobie coś przypomnieć.
-Jak tam jest?-wypaliłam wyrywając go z labiryntu pamięci.
-Ale gdzie?-dopytał.
Palcem wskazałam niebo. Ean zaśmiał się, ale jego entuzjazm szybko zgasł. Miałam wrażenie, że coś musiało się tam stać. Coś co sprawiło, że teraz chłopacy mają spore problemy...
-Tęsknie za tym miejscem...-powiedział jak typowy marzyciel.
Posłałam mu słaby uśmiech, a on go odzwierciedlił.
-Czy tam są wszyscy, którzy zmarli?-zapytałam ogromnie licząc na potwierdzenie.
-A szukasz kogoś konkretnego?-zachichotał Ean.
Przygryzłam wargę i popatrzyłam na małe znamię, które odziedziczyłam po tacie.
-Nie...-rzekłam.-Tak tylko pytam.
Nie chciałam poczuć zawodu, słysząc, że tak naprawdę tata jest gdzieś gdzie nikt nie ma dostępu i nigdy go nie zobaczę.
-Chcesz wiedzieć coś jeszcze?-rzekł Ean mając nadzieję, że wywiad się skończy.
-Tak! Wiele rzeczy...-tryb wścibska Marissa: aktywacja.
Chłopak wywrócił oczyma, ale był to gest przyjazny, służący rozbawieniu mnie.
-W takim razie, słucham.
Zamyśliłam się. O co mogłam zapytać duszę?...
-Jak i kiedy umarłeś?-wypaliłam.
Trafiłam w czuły punkt. Ean odwrócił wzrok i prawie przestał oddychać.
-Przepraszam...-odwróciłam wzrok na znak skruchy.
Zrobiło się mi go szkoda.
-Może usiądziemy tam?-rzekł i wskazał klif wysokości kilkuset metrów.
Kurde. Propozycja wspaniała, ale co jeśli spadnę? Postanowiłam jednak zaufać Ean'owi i razem zaczęliśmy dreptać w stronę przepaści.
*****
Widok roztaczający się z góry był OSZAŁAMIAJĄCY! Cudowna lazurowa woda delikatnie szumiała, a piaszczysta plaża błyszczała w świetle księżyca. Wiała delikatna bryza. Powoli usiadłam na krańcu klifu i westchnęłam. Poprawiłam kaptur i popatrzyłam w dół. Momentalnie zrobiło mi się słabo, a w głowie kręciło się niczym w kołowrotku. Chwilę później przy mnie znalazł się Ean.
-W takim razie zacznijmy od początku-mówił chłopak.- Jestem tak zwanym ,,świeżakiem", ponieważ umarłem jakieś dziesięć lat temu.
Słuchałam każdego jego słowa z ogromnym poruszeniem i chęcią wsparcia.
-Miałem wypadek samochodowy. Opuściłem żonę.
Tu mnie zatkało. Żonę? To ile on ma lat?!
-Była suką. Zdradzała mnie i nie kochała. Miała mnie głęboko w dupie, a moja śmierć... cóż...
Oparłam brodę na ręce.
-Rozumiem. Ile masz lat?
Ean parsknął śmiechem.
-Czterdzieści-odparł.
Szczena opadła mi do samej ziemi.
-No... W takim razie nieźle się trzymasz...-pokiwałam głową i uszczypnęłam go w policzek.
Chłopak chwycił mnie za rękę i uśmiechnął się swoim zniewalającym uśmiechem. Jego blond czuprynę rozwiewał wiatr, a w świetle księżyca magiczne tęczówki stały się ciemnoseledynowe. Spojrzałam mu prosto w oczy, a serce podskoczyło w górę. Ciężko przełknęłam ślinę wciąż patrząc na chłopaka. Zapadła chwila ciszy, która w moim odczuciu trwała wieki.
-Marissa...-szepnął.
-Tak?-zapytałam równie cicho.
Ean dotknął dłonią mojego policzka. Jego ręka była ciepła i gładka.
-Nie powinieneś flirtować z młodszą od siebie o dwadzieścia lat...-rzekłam udając nauczycielkę.
Chłopak uśmiechnął się i...
Boże... jak ja kocham tego bloga ♥
OdpowiedzUsuńNotka piękna jak zwykle ^^
Czekam na next :)
~NOX
nowepokoleniefelicity.blogspot.com
Dziękuję Ci serdecznie :) Cieszę się że lubisz mojego bloga :) Pozdrawiam <3
Usuń