-Poradzisz sobie?-zapytał z uczuciem.
-Jasne...-westchnęłam i pokonałam próg domu.
Panowała cisza i nikogo nie było. Wszystkich wywiało. Nagle zza ściany kuchni wyłonił się Lewis. Spuściłam głowę w dół, licząc na mniejszą karę.
-Myślisz, że kara cię ominie?-zapytał ojczym, jakby czytał mi w myślach.
Zamilkłam. Nie miałam ochoty się z nim wykłócać. Nagle szepnęłam:
-Mogę iść na górę?
Lewis zaśmiał się parszywie. Miałam wrażenie, że zaraz się zachłyśnie.
-Żartujesz?!-rechotał.-Najpierw porozmawiamy!
Złapał mnie za ramię i zaczął ciągnąć za sobą.
-Auć! Puść mnie idioto!-krzyczałam, myśląc, że mama to usłyszy.
Mężczyzna posadził mnie na krześle i zlustrował wzrokiem.
-Dziewucho! Jak ty wyglądasz?! Gdzie się szwędałaś?!-wrzeszczał.
Odwróciłam wzrok. Kątem oka widziałam, że był bliski furii.
-A co cię to obchodzi?!-zapytałam z irytacją.
W Lewis'ie aż się gotowało. Jego twarz wyglądała jak wielki burak, a z ust wnet lała się piana.
-Nie pyskuj, smarkulo! Chodzi mi o to, że twoja matka prawie zawału dostała i to przez ciebie!-darł się w niebo głosy mężczyzna.
-Od kiedy obchodzi cię moja mama?-wrzasnęłam.
-Od zawsze!-odrzekł gniewnie ojczym.
Zrobiłam kwaśną minę. Szukałam w głowie jakiegoś dobrego ,,odpyskacza". Nagle przypomniałam sobie pewną sytuację...
-Ach, tak? To czemu, kilka razy widziałam jak się na niej wyżywasz? Lałeś ją czym popadnie! A teraz udajesz troskliwego męża? Nie kochasz jej!-krzyczałam bez opamiętania.
W tym momencie Lewis dostał szału i z premedytacją zaczął mnie bić. Oberwałam w brzuch, nos, oko, brew, wargę i otrzymałam kuksańca w ramię.
-Ty gnoju!-wrzasnęłam.
Dotknęłam obolałego nosa. Na ręku ujrzałam krew. Odepchnęłam ojczyma i uciekłam do swojego pokoju. Gdzieniegdzie zostawiałam krwawe plamy, ponieważ skóra na ręce, nie wytrzymała silnego uderzenia i pękła. Trzasnęłam za sobą drzwiami i zamknęłam je na klucz. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na łóżku ujrzałam chusteczki i niedopitą wodę. W szafie znalazłam resztki bandaża i plaster. Opatrzyłam rany i usiadłam na łóżku. Chwyciłam za lusterko i przejrzałam się. Przedstawiałam istny obraz nędzy i rozpaczy. Rozcięta warga, opuchnięty nos, podbite oko i ręka w bandażu. Czego chcieć więcej? Nagle spostrzegłam się, że na szyji nie ma wisorka. Dostałam szewskiej pasji. Zaczęłam chodzić po pokoju i rozmyślać. W chwili coś zrozumiałam: JAMES! To on ukradł naszyjnik. Niespodziewanie zrobiło mi się słabo. Opadłam na łóżko i zaczęłam płakać. Brzuch okropnie zabolał i miałam wrażenie, że zaraz eksploduje. Zaczęłam kaszleć. W moich wyplówkach była krew. Przestraszyłam się.
-Mamo...-szepnęłam, ponieważ siły mnie opuściły.
W tym momencie zapadła ciemność.
*****
-Marissa?-słyszałam przez mgłę.
Poczułam dotyk czyjeś dłoni na policzku. Powoli otworzyłam oczy. Widziałam tylko zamazane kontury jakieś postaci.
-Marissa!
Postać zaczęła mną potrząsać. Trochę się otrzeźwiłam, ale nadal nie umiałam rozpoznać osoby, która stała nade mną. Chrząknęłam.
-Uf... ty żyjesz... Bałem się, że to już koniec...
BaŁEM? Co to wszystko miało znaczyć? Kto był w moim pokoju?! Szybko podniosłam się z pozycji leżącej i gwałtownie usiadłam. Nagle oświeciło mnie: Alex!
-Al!-uradowałam się. Rzuciłam się mu na szyję.-Tak się cieszę, że przyszedłeś!
Właśnie w takich momentach był mi najbardziej potrzebny. Jeszcze bardziej wtuliłam się w szyję chłopaka kiedy... coś mnie zaskoczyło.
-Zmieniłeś perfumy?-zapytałam.
Jeszcze raz wciągnęłam zapach, aby móc go lepiej poczuć.
-Nie-rzekł Alex.
-Jak to nie?-zachichotałam.-Przecież zawsze pachniesz inaczej.
-Nie, pachnę tak samo jak zwykle-rzekł obojętnie chłopak.
Zdziwiłam się. Miałam doskonałą pamięć węchową, która nigdy mnie nie zawodziła.
-Nie żartuj!-zażądałam, wciąż trzymając go w objęciach.
-Nie żartuję. Widzisz... ja... nie jestem Alex.-rzekł chłopak.
Nagle ostrość wzroku wróciła. Delikatnie odepchnęłam postać i ujrzałam: James'a! Zarumieniłam się.
-O matko... James... cz-cześć... c-co tam w wielkim ś-świecie?-dukałam powoli.
Chłopak zaśmiał się. Obejrzał mnie od stóp do głów i zmartwił się.
-Marissa, kto cię tak urządził?-zapytał troskliwie.
-Ech... szkoda gadać...
James zapalił lampkę na biurku i zaczął mnie dokładniej oglądać. Delikatnie dotknął rozciętej brwi.
-Auć...-powiedziałam mimowolnie.
-Wybacz-rzekł poważnie chłopak.
Miał precyzję zegarmistrza i był niezwykle skupiony. W końcu mogłam mu się lepiej przyjrzeć. James miał kasztanowe włosy, malinowe usta, subtelnie kwadratową szczękę i nieziemskie, błękitne oczy. Przyznam, że był naaaaaprawdę przystojny.
-Auć!-krzyknęłam kiedy chłopak opatrywał rękę.
-Och, przepraszam.-powiedział.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwał James.
-To... kto cię tak urządził?-zadrwił.
-Nie znasz go...
-Alex?!-zdziwił się.
-Nie, nie!-wycofałam się szybko.
-Lewis?
Teraz zdziwiłam się ja. Skąd on znał Lewisa? Hmm?
-Tak...-rzekłam. Nie miałam ochoty wyciągać od niego zbędnych informacji.
Znów cisza.
-James?-rzekłam.
-Tak?-powiedział nie patrząc na mnie, ponieważ właśnie opatrywał oko.
-Jak się tu dostałeś?-zapytałam zaciekawiona.
-Przez okno-rzekł obojętnie.
-Co?! Jak to przez okno?!
-No... Po... prostu!
-No ale jak?! Tak po prostu wskoczyłeś na parapet i zagościłeś w mojej samotni?!
James mruknął. Wiedziałam, że coś było nie tak. Kto normalny skacze z parteru na drugie piętro?! Chyba jakiś czubek! James na takiego nie wyglądał, chociaż jakby mu się lepiej przyjrzeć... ale nie. To nie wariat. Coś jednak musiało być na rzeczy.
-Słuchaj... a...-urwałam, bo usłyszałam pukanie do drzwi.
-O Holender! Ja... ja muszę już iść! Pa pa!-powiedział w pośpiechu chłopak.
-Ale, James!-krzyknęłam, ale on tylko otworzył okno i... wyskoczył!
Nagle do pokoju wparowała mama...
O rany, ale ciekawy rozdział!
OdpowiedzUsuńNajpierw to pobicie, ugh, najchętniej sama bym mu oddała za Marissę. Ale ona znalazła jeszcze w sobie siłę i odwagę, by mu odpyskować, i tu wielki plus. Uhh, a mama nawet nie przyszła jej na ratunek...
I James.. brak naszyjnika?
Intrygujące. I czemu tak nagle musiał zniknąć?
Jaka relacja się między nimi wywiąże? <3
Pozostaje mi tylko czekać:) Zawsze piszesz lekko i przyjemnie, nie obciążasz długimi, nudnawymi opisami, to bardzo duże plusy;)
Pozdrawiam <3
itisnotourloveaiff.blogspot.com
Wielkie dzięki za opinię :) Strasznie mnie tym motywujesz ! Pozdrawiam :)
UsuńCholera jak on tak mógł ją pobić? Masakra!
OdpowiedzUsuńBardzo fajne piszesz, szybko się czyta i co najważniejsze wciągasz jak cholera:) ciekawa jestem dalszych części!
Daj znać jak się pojawią i zapraszam do siebie:)
Pozdrawia,
:*
UsuńŚwietny! Polubiłam Jamesa, heheh :D Okropny jest ten Lewis. Ja jeszcze mu pokaże! Tylko musisz mi dać jego adres! Zobaczysz, tak mu dokopie! Dobra, Mary uspokój się. Marissa jest bardzo silna i odważna, że dała radę mu jeszcze odpyskować. Czekam na next i pozdrawiam ;D
OdpowiedzUsuńhttp://szkolanowegopokolenia.blogspot.com/
Niestety adresu nie znam... XD Dzięki za przeczytanie i pozdrawiam :)
Usuń