Kochani, wiem, że niektórym przeszkadza długość moich rozdziałów, ale robię to celowo. Nie chcę pisać zbyt dużo, aby ta historia trwała jak najdłużej, ponieważ jestem całym sercem oddana Marissie i nie chcę, aby nasza przygoda skończyła się szybko. Lubię dozować emocje i być jak Polsat :) Mam nadzieję, że zrozumiecie. Z doświadczenia wiem, że długie posty ciężko się czyta i czasem się nie chce, dlatego moje wyglądają tak a nie inaczej. Pozdrawiam wszystkich :*
*****
Upadek nie był tak bolesny jak sądziłam. Tylko delikatnie się obtłukłam, ale poza tym nic mi się nie stało. Brak złamań, brak jakichkolwiek ran. Przypadek? Wątpię. Coraz to bardziej myślę, że coś lub ktoś nade mną czuwa i pilnuje abym nie ucierpiała.
Kiedy opadł kurz, ciemny i zapychający nozdrza, wstałam, chwyciłam moją torbę podróżną i cicho jak mysz, wymknęłam się przez furtkę. Zaczęłam powoli truchtać. Zastanawiałam się, gdzie mogę się tymczasowo zakwaterować. Pierwszą moją myślą był park, ale szybko go odrzuciłam, ponieważ mama często tędy przechodzi. Kolejnym konceptem, który przeszedł mi przez myśl, było zatrzymanie się u Alexa, ale i tam na pewno by szukali. W końcu zdecydowałam się na las. Pachnący i zielony las Lizzo. Po chwili rozmyślania, przez głowę przemknęła mi sprawa, która mnie zmartwiła. Nie miałam co jeść. Co prawda zabrałam z domu kanapkę i niedojedzonego wafelka, ale i one skończą się bardzo szybko, ponieważ już burczało mi w brzuchu. Postanowiłam zakupić prowiant w najbliższym sklepiku. Kiedy tylko przekroczyłam próg monopolowego, od razu poczułam cierpki smród alkoholu.
-Dzień dobry!-przywitałam się.
Cisza. Nie było słychać oddechów, kroków ani najmniejszego szmeru. Nagle zza lady wyłoniła się dobrze znajoma mi kobieta: Ana Starling.
-Marissa!-zapiszczała swoim cienkim głosikiem.
Uśmiechnęłam się niemrawo i podeszłam do lady. Popatrzyłam na półki. Słodycze, napoje, chipsy, artykuły biurowe, papierosy, a przede wszystkim piwo, wódka i inne pochodne.
-Co byś chciała, skarbeczku?-rzekła ze sztucznym uśmiechem sprzedawczyni.
Zamyśliłam się.
-Poproszę wafle ryżowe, Twixa, wodę i precelki-zażądałam.
Ana schyliła się i sięgnęła po produkty. Położyła je z hukiem na metalowym blacie.
-Dwadzieścia złotych, proszę-powiedziała kobieta.
Z kieszeni wyciągnęłam skórzany portfel i wyciągnęłam banknot. Dałam go Anie i wyszłam ze sklepiku. Zaczęłam dreptać w stronę w stronę lasu Lizzo. Torba, którą ze sobą zabrałam była bardzo ciężka, dlatego szłam bardzo powoli. Moje słabe nogi stawały się już coraz bardziej wiotkie, a kolana uginały się pod ciężarem bagażu. Na uboczu ujrzałam małą, drewnianą ławeczkę, która miałam wrażenie, że zaraz się rozpadnie. Ostatkiem sił doczołgałam się do miejsca mojego spoczynku i ociężale na nim usiadłam. Oparłam się i zamknęłam oczy. Światło jesiennego księżyca delikatnie oświetlało mnie swym bladym blaskiem, a nocny wiatr subtelnie rozwiewał orzechowe włosy. Słyszałam szelest liści i świergot ptaków. Zadek trochę mi przymarzł, ale to nie popsuło tej magicznej chwili. Nagle na swoim policzku poczułam czyjś brudny oddech. Otworzyłam seledynowe oczy i ujrzałam karka. Umięśniony mężczyzna patrzył na me oblicze. Odsunęłam się i spojrzałam z wyrzutem.
-O co chodzi?-zapytałam urażona.
-Masz pieniądze?-zapytał facet.
-Co?!-zdziwiłam się.
-Kolega pytał czy masz forsę, dziecinko-rzekł drugi, stojący za nim.
Po chwili wyłonił się jeszcze trzeci i czwarty. Patrzyłam na nich z wielkim przerażeniem i zdziwieniem, że chcą mnie okraść w białą noc. Rozejrzałam się wokół. Byłam na kompletnym odludziu. Pierwszy facet złapał mnie za ramię i zaczął potrząsać.
-Masz kasę, czy mamy ci zrobić krzywdę?!-zagroził.
-Nie mam pieniędzy! Jedynie trzydzieści złotych!-rzekłam prawie płacząc.
-To nas nie satysfakcjonuje!-rzekł trzeci.
Spanikowałam i zaczęłam się szarpać.
-Dziecinko!-powiedział pobłażliwie facet, który trzymał moje ramię.-To ci nic nie da! Uratuje cię jedynie szmal!
-Już mówiłam, nie mam!-wrzasnęłam.
-W takim razie policzymy się-mówił czwarty-chłopcy!
Spojrzał na resztę swojego gangu. Mężczyźni zaczęli się do mnie zbliżać. Poczułam smród piwa od jednego z nich i fetor papierosów od reszty. Praktycznie cała grupa miała tatuaże i blizny na brwi, wardze lub szyi. Jeden złapał mnie za włosy, drugi za ręce, a trzeci za talię. Czwarty wszystkimi dyrygował.
-Hej!-usłyszałam z oddali jakiś męski głos.
Gang zaprzestał swojej roboty i odwrócił się w stronę wołającej postaci.
-Odwal się!-wrzasnął jeden z ,,rodzinki" do chłopaka.
Mężczyźni ponownie zaczęli mnie rozszarpywać. Niespodziewanie jeden upadł na ziemię.
-Robin!-zaszlochał największy.
Po chwili obalił się drugi i trzeci.
-Co do...-szepnęłam.
Kilka sekund później padł czwarty.
-Nic ci nie jest?-usłyszałam zatroskany głos.
Spanikowałam. Nie myśląc o niczym uderzyłam z impetem mówiącą postać.
-Auć...-wrzasnął pan ,,głos"
Dopiero po chwili spostrzegłam, że uderzyłam tego samego chłopaka, który powalił na ziemię gang.
-O matko! Przepraszam! Nic ci nie jest?-zapytałam, choć spodziewałam się odpowiedzi.
Chłopak ciężko westchnął i rzekł:
-Jest okej...
Odetchnęłam z ulgą. Nie złamałam mu szczęki! Juhu!!! Zapadła cisza.
-Słuchaj, dziękuję ci za ratunek, ale muszę już iść-przerwałam milczenie.
Wzięłam torbę w ręce i powolnym krokiem zaczęłam iść w stronę lasu. Przeszłam kilka kroków kiedy usłyszałam za sobą mojego wybawiciela:
-A powiesz mi chociaż jak masz na imię?
Wywróciłam oczami.
-Nie, raczej nie...-odrzekłam.
I poszłam dalej...
Ja też lubię takie średniej długości rozdziały, ale za to często dodawane :-)
OdpowiedzUsuńTen rozdział bardzo mi się podobał, coraz więcej pytań. :-)
Zdobyła się na odwagę i uciekła, bardzo fajnie ;-) A te typki.. ugh, jak dobrze, że ten chłopak zjawił się wtedy na czas! Ona mogła chociaż podziękować, rozumiem, że nie musiała mu podawać imienia itp., ale trochę wdzięczności by się przydało :-D
Ale co ona sama zrobi w tym lesie?! Przecież nie będzie się całe życie ukrywać! A James? Co z nim?
Zauważyłam, że piszesz coraz lepiej, tzn. jest więcej opisów i to duży plus :-)
Oby tak dalej, pozdrawiam i życzę weny,
itisnotourloveaiff.blogspot.com
x
Dzięki :) Specjalnie dodaje więcej opisów i dokładniej piszę aby opowiadanie było bardziej udekorowane :) Jeszcze raz dzięki za opinię i pozdrawiam :*
UsuńWitaj!
OdpowiedzUsuńSerdecznie chciałabym zaprosić Cię na już jedenastą część przygód Natalii i Bartka z siatkówką w tle.
Co mogę powiedzieć... Piechocki zamieszał w ich życiu. Dodatkowo pojawił się kolejny problem, który chyba na dobre przesądzi relacje między głównymi bohaterami, ale to już zostawiam Twojej opinii.
Czekam na nią niecierpliwie, buziaki i wenki życzę! :*
http://barszcz-z-uszkami.blogspot.com/2015/11/11.html
Wpadnę :)
UsuńPo pierwsze, dziękuję za komentarz u siebie :)
OdpowiedzUsuńPo drugie: naprawdę spodobała mi się Twoja historia. Rozdziały są krótkie ale przynajmniej często dodawane, literówek nie ma a styl jest przyjemny, dzięki czemu całość lekko się czyta.
Tematyka mi się podoba. Tylko w jednym momencie pomyślałam sobie, co ona odpierdala sama w tym lesie ale to tylko taki szczegół.
Szczegół, który poruszył moją wyobraźnię.
Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały!
Pozdrawiam i życzę weny
SzachMATylda :)
Dziękuję :) Ja też nie wiem co ona w tym lesie pocznie XD
Usuń